Search in Blog

O człowieku, który chciał tylko ocieplić dom, a uratował całą swoją rodzinę

Ed był twardym i wyjątkowo małomównym gościem. W jego słowniku nie było zbyt wielu wyrazów, ale wśród tych, które się tam ostały, na pewno brakowało takich fraz jak:

„tego nie da się zrobić”
„to niemożliwe i niewykonalne”
„to wbrew prawom fizyki”

Mężczyzna przypominał pod tym względem legendarnych polskich górali, czyli ludzi, którzy prędzej wypruliby z siebie wszystkie wnętrzności, prędzej umarliby z przepracowania – niż poddali się bez walki.  

Dlatego kiedy Ed pewnego chłodnego dnia postanowił, że solidnie ociepli swój dom i kiedy ogłosił, że zdąży z tym przed nadchodzącą zimą – to wszyscy dookoła wiedzieli, że słowa dotrzyma. Że zrobi to, choćby miał wyzionąć przy tym ducha.

Od razu ostro wziął się do roboty. Zaczął od poddasza. Potem zajął się ścianami, stropami i podłogami. Po skończonej robocie spojrzał na termometr w mieszkaniu, a ten… ani drgnął. Dalej upierał się, że w mieszkaniu jest zwyczajnie zimno.

Ed powtórzył więc wszystkie czynności jeszcze raz. A potem drugi raz. I trzeci, dla pewności. Jego dom przypominał teraz kogoś, kto zawinął się w cztery pierzyny, żeby nie zmarznąć w nocy. Termometr był nieugięty, za to sąsiedzi turlali się ze śmiechu, patrząc na bezradne wyczyny mężczyzny.

Ed był wściekły. Rodzina nadal dygotała z zimna. Mężczyzna włączył ogrzewanie, rozpalił w kominku, kazał wszystkim wejść do łóżek, wziąć do ręki kubki z gorącą herbatą i słuchać rozgrzewającej muzyki. Potrzebował czasu, żeby coś wymyślić.

Termometr nadal obstawał przy swoim. Wieczorem w telewizji podano prognozę, że tej nocy przyjdzie siarczysty mróz i od jutra zapanuje straszna zima. I że ileś tam procent ludzi tej nocy zamarznie na amen.

Na wszystkich padł strach.

Chwilę potem w stronę Eda poleciały różne mało przyjemne wyrazy. Że jest nieudacznikiem, że nic nie umie porządnie zrobić i że w ogóle jest jakiś taki felerny. Atmosfera była gorzej niż fatalna. Zresztą, była taka od wielu lat. Ed mieszkał z rodziną pod jednym dachem, ale patrząc z zewnątrz, nic więcej poza tym ich ze sobą nie łączyło.

Nie łączyło, bo traktowali dom jak darmowy hotel.

Dorastające dzieci tylko czekały, kiedy wreszcie będą mogły się z niego wyprowadzić. A Ed i żona – obawiali się, co będzie, kiedy zostaną w końcu sami. Czy będą mieli o czym ze sobą rozmawiać? Czy nie pozagryzają się nawzajem? Czy będą dla siebie przynajmniej choć trochę dobrzy?

Ed spokojnie wysłuchał wszystkich zarzutów. Popatrzył na żonę i dzieci. I nagle... zaczął się śmiać. Najpierw normalnie, potem coraz bardziej i bardziej. Śmiał się tak, że z oczu leciały mu łzy, a jego sporej wielkości brzuch – podskakiwał jak pasażer rozklekotanego autobusu pędzącego po wybojach.

Śmiech Eda był tak bardzo zaraźliwy, że po chwili cały dom aż trzeszczał od wybuchów ogólnej wesołości. Co ciekawe, nikt nie wiedział, dlaczego mężczyzna tak się zachowuje. Tak czy inaczej, ciężko było się komukolwiek powstrzymać.

Pokojowy termometr nadal trwał w swoim uporze, ale wszyscy poczuli, że jest im wyraźnie cieplej. Nie dlatego, że faktycznie temperatura powietrza wzrosła, bo nic takiego się nie stało. Po prostu w tej krótkiej chwili szczerego śmiechu wróciły im wspomnienia.

Przypomnieli sobie, jak było dawniej.

Jak się do siebie odnosili, kiedy nie mieli praktycznie niczego – oprócz siebie. Jak przychodzili do nich różni znajomi, którzy chcieli się ogrzać. Nie, nie przy kominku, bo takich luksusów wtedy w domu Eda nie było. Chcieli nasycić się ciepłą, przyjazną atmosferą, jaka panowała w ich rodzinie.  

Ed, naciskany przez domowników powiedział później, dlaczego tamtego dnia wybuchnął śmiechem. Przyznał, że zachował się tak dlatego, bo akurat wtedy przypomniał sobie dowcip zasłyszany w pracy. I że właśnie wtedy zrozumiał puentę, dopiero po paru godzinach.

Ale to nie była prawda.
Prawda była taka, że był doprowadzony do ostateczności.
I że nic innego mu nie pozostało...


Autor: Maciej Wojtas
www.maciejwojtas.pl



 (1)    0

Your comment has been sent successfully. Thanks for comment!
Leave a Comment
Captcha
# 2020 © Crobbe All rights reserved.